Miejsca pamięci. Relacja z Białorusi cz.III

Chatyń
Chatyń, kiedyś to była wioska, spalona podczas II wojny światowej

Jadąc przez Bialoruś niezwykle często mija się miejsca, które mają upamiętnić tragedie jekie przytrafiły się, szczególnie podczas drugiej wojny światowej. narodowi biaoruskiemu. Jednym z bardziej znanych jest kompleks w Chatyniu. Było tam kiedyś kilkanaście domów, może dwadzieścia pare. Miejscowosć w trakcie drugiej wojny światowej została doszczętnie zniszczona a jej mieszkańcy brutalnie zamordowani przez wojska niemieckie. Na miejscu każdego z domów stoi dzwon, otoczony murem wyznaczającym krawędzie dawnego domostwa. Co 20 sekund rozbrzmiewa jeden z dzwonów, ma to przypominać z jaką częstotliwością ginęli Białorusini podczas drugiej wojny światowej. A zgodnie ze statystyami, jeśli weźmiemy pod uwagę odsetek poległych i zabitych to naród białoruski stracił największą część swoich obywteli. W Chatyniu upamiętniono również inne mordy. Jest tam symboliczny cmentarz, na którym każdy z grobów poświęcony jest ludobójstwom popełnionym przez Niemców w konkretnych miejscowościach. Znajduje sie tu także ciągnący się pomnik, na którym upamiętniono ofiary z miast między innymi z Orszy, Połocka i innych. Kiedy usłyszałam, że jadę do Chatynia- pierwsze skojarzenie jakie miałam to był Katyń. Nietrudno pomylić nazwy tych dwóch miejscowości, zwłaszcza osobom nieposługującym się językami słowiańskimi.

Odwiedziłam rownież Trestieniec. Kiedyś był tam obóz koncentracyjny, miejsce eksterminacji ludności głównie żydowskiej zamieszkującą tereny Europy Wschodniej. Kompleks ten został niedawno otwarty, zgodnie z zamysłem Aleksandra Łukaszenki. Umieszczono w nim tablice upamiętniające ofiary innych obozów znajdujących się na terenach białoruskich. Centralny punkt obiektu stanowi pomnik.

Trestieniec- miejsce dawnego obozu koncentracyjnego

Znaleźć tam można także pozostałości „fundamentów” dawnych budynków zaadaptowanych na użytek obozu min. starego spichlerza. Jednak dla mnie-osoby, która miała okazję zajmować się badaniami archeologicznymi- pozostałości te są niepotrzebnie rekonstruowane… . Ogólnie dość cięzko było mi znaleźć jakiekolwiek informacje o obozie w języku polskim, duzo więcej publikacji w języku niemieckim.

Na koniec pozostawiłam sobie Kurhan Sławy. Umapiętnić ma on Armię Czerwoną. Podobno usypano go z ziemi przyniesionej z pół bitew, w których uczestniczyli czerwonoarmiści. Jest on dośc spory, zdecydowanie bardziej okazały niż nasz Kopiec Kościuszki. Jego szczyt wieńczy obelisk znajdujący sie na krawędzi pierścienia otaczającego szczyt wzniesienia. Sam pierściej ozdobiony jest charakterystyczną mozaiką, która układa się w napis sławiący Armię Czerwoną oraz, oczywiście, sierp i młot.

Oprócz tego widok w Polsce rzadki, przynajmniej w tej części, w której mieszkam. Liczne przydrożne cmentarze. Ogólnie wydaje mi się, że jest tam zwyczaj lokowania cmantarzy w oddali miejscowości, często na wzgórz czy w lesie. I coś co bardzo mi się tam podobało. Inne zwyczaje związane z pielęgnacją pamięci o zmarłych- o wiele skromniejsze groby. Ciężko jest tam znaleźć takie okazałe groby jak w Polsce i bardzo dobrze. Nie jestem zwolenniczką zwyczaju ,zgodnie z którym stawia się tak okazałe i drogie pomniki.

Cmantarz w Suromszczynie

Muzeum Linia Stalina. Relacja z Białorusi cz.II

część bogatego wyposazenia muzeum

Mimo, iż początkowo miałam inny plan, postanowiłam poświęcić cały wpis jednemu z białoruskich muzeów. Mieści się ono koło Mińska, w miejscowośći Łoszany. Zostalo ono założone w miejsu, gdzie mieściły się fortyfikacje dającej nazwę obiektowi Linii Stalina. Była to linia obwarowanych bunkrów ciągnąca się wzdłuż zachodniej granicy Zwiazku Radzieckiego sprzed wybuchu drugiej wojny światowej. W związku z realizacją postanowień paktu Ribbentrop-Mołotow, zająciem wschodnich ziem Rzeczypospolitej Polskiej i przesunieciem granicy ZSRR na zachód. Postanowiono wybudować nowe wzmocnienia usytuowane na nowozajętych ziemiach. Po wybuchu wojny między III Rzeszą a Związkiem Radzieckim, Linia Stalina w zwiazku z przerzuceniem części obronców i sprzętu na zachód nie spełnieła założonej funkcji.
W moim wpisie umieszczę dzisiaj więcej niż zazwyczaj zdjęć.

linia Stalina, eksponaty

W muzeum znajduje się wielka ilość eksponatów:
czołgi, działa, samochody, amfibie, przeróżne maszyny służace do chciażby budowy mostów i przepraw, bunkry, samoloty, helikoptery, promy i wiele wiele innych.
w muzeum zbudowano „sztab” armii czerwonej

glinianka, idealna by stać sie mniej widocznym

nie zapomniano o marynarzach

na pierwszym planie widać helikoptery, kawałek dalej samoloty

machiny te służyły do min. budowy mostów


wykrywacze min

działa katiuszy
czołg, działo

I na koniec muszę jeszcze wyraźnie zaznaczyć, ze jesli ktokolwiek z Was bedzie miał okazję odwiedzić to miejsce, nie się nie waży tego nie robić.

Inny smak świata. Relacja z Białorusi cz. I

Droga na Minsk

Kilka ostatnich dni miałam okazję spedzić na Białorusi. Wraz z mamą udalam się w podróż w miejsca, z którymi związana jest historia naszej rodziny. Mama niegdyś była częstym bywalcem w tamtych stronach. Jednak zmiany polityczne mające miejce na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat z hakiem bardzo utrudniły i zniechęciły do podrózy w tamte strony na wiele wiele lat. Skorzystałyśmy teraz ze zmian jakie wprowadził tamtejszy rząd, ułatwiły one podróż na Białoruś. Przez 5 dni mogłysmy bez dodatkowych formalności przebywać u naszych wschodnich sąsiadów.

Mimo, iż graniczymy z Białorusią, dostrzegłam wiele różnic między naszymi krajami. Przezde wszystkim te kilkaset kilometrów na wschód zmienia zuoelnie krajobraz. Jadąc przez Białoruś praktycznie cały czas przemieszczamy sie drogami biegnącymi między lasami, głównie iglastymi, upstrzonymi licznymi brzozami. Lasy te zatopine są w licznych mokradłach. Często można dostrzec jeziora, mniejsze i większe. A na jeziorem, zgodnie z przedwiosenną porą roku mnóstwo wędkarzy. Na Bialorusi na ” rybałkę” może iść każdy, nie wymaga się tam członokostwa w związkach wędkarskich, nie trzeba mieć kart rybackich. Każdy może łowić. Więc każdy kto chce wędkuje.
Odległości miedzy miejscowościami są dużo większe niż w Polsce. Owe miejscowości to często na prawdę malutkie wioseczki mające ok 10 domów, bardzo często częściowo lub całkowicie wyludnione. Wioseczki te mają swój ogromny urok.

zabudowa charakterystyczna dla Białorusi

W Polsce takich nie widziałam. Malutkie, drewniane, kolorowe domki. Często w luźnej zabudowie. Idealne miejsce dla kogoś kto szuka spokoju i smaotności. Gorsze dla osób poszukujących emocji, życia w większym tempie, rozrywek do jakich przywykł człowiek XXI wieku. Na pewno malownicze mające swój urok, latem musi byc tam przepięknie. podobnie zimą, gdy wszystko przykrywa śnieg. Ja musiałam oglądać ten świat podczas roztopów, gdy wszystko było pokryte wodą, błotem, resztkami śniegu i lodu. Ale przy najmniej dzięki temu mogłam wziąć udział w najprawdziwszym „off roadzie” w oryginalnym radzieckim samochodzie terenowym. Polecam każdemu skorzystać, jeśli tylko trafi sie okazja.

Czarujące duchy

Kiedyś miałam kolegę. Dobrze mi się z nim nawet rozmawiało. Ale gdy się zestarzałam, stałam się bardziej nudna, stałam się osobą dogłębniej analizującą otaczająca mnie rzeczywistość, cos zaczęło zgrzytać. Znajomość ta wpisała się świetenie w ogólny trend jaki sobie wyznaczyłam.
Któregoś dnia postanowiłam zrobić selekcję- tak bez serca, egoistycznie, bezlitośnie. Gdy coś mi do końca nie grało, gdy ktoś mnie nudził, nic dobrego nie wynikało ze znajomości…po prostu „wygaszałam”.
Dziś mam już kilka „wygaszonych znajomości”, jest mi z tym cudownie, to była bardzo dobra decyzja. Ów tytułowy duch – jak późno zauważyłam (ale lepiej późno niz wcale) zbyt dużo razy rzucał słowa na wiatr, nie można było wcale na nim polegać. Więc- wygasiłam. Zaczęłam to robić ok dwóch i pół roku temu. Az tu nagle kilka dni temu…ów człowiek, dorwał mnie! I tak ni z gruchy, ni z pietruchy postanowił reaktywować znajomość. Dowiedziałam się, że stałam się jakaś dziwna- jakoś rok temu. Cały czas doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to „wygaszanie” różnie może być odebrane. Że spotkam się negatywnymi opinami na mój temat, że zacznę być gorzej odbierana, że na pewno zdarzą się sytuacje, w których „mędrcy” zabiorą się za analizę mojego zachowania. To było oczywiste. Ale, że z takim opóźnieniem, wtedy kiedy już niczego mi nie brakuje, kiedy znalazłam szczęście- duchy z przeszłości, z ogromnym opóźnieniem czegoś ode mnie chcą. W sytuacji gdy oczyściłam z nich swoje życie i nie chcę ich z powrotem. Wracają wtedy bezczelnie! Wraz ze swoim punktem widzenia.

Jeszcze tu jestem

Dłuższy czas nie pisałam na blogu…możnaby dojść od wniosku, że dopadło mnie lenistwo…albo coś złego mi się przytrafiło…nic z tego. Ostatnio miałam trochę więcej na głowie niż we wcześneijszym okresie. Zaczęłam uczyć sie nowej rzeczy. Możliwe, że moje starania zostanom nagrodzone i wreszcie po wielu przejściach jestem blisko odnalezienia swojego miejsca. Niebawem czeka mnie ciekawa podróż, inna dla przedstawicielki społeczeństwa, które dla wielu często wiążą się jedynie z myślą o wygrzewaniu się nad basenem w nadmorskim kurorcie z wykupionym all inclusive. Nic z tych rzeczy. Jak wrócę, wrzucę parę fotek i krótką relację. A tymczasem- uciekam znowu z internetów.

Co można wynieść z niepowodzenia.

przeszkoada
Ściana

Czasem zupełnie nic. Czasem wiele można się nauczyć. Często nie warto się boksować z sytuacją czy nieprzychylnymi ludźmi. Czasem niestety jesteśmy zmuszenie do tej walki. I nie możemy z niej zrezygnować mimo, iż niekoniecznie nadal zależy nam na zwycięstwie.
Często najcenniejszy jest po prostu spokój jaki zapewni nam zakończenie bezsennsownych starań, często pochłaniających zbyt dużo naszych sił, czasu i wyniszczających nas. Czasem nie warto. Czasem sami dawno chceilibyśmy zrezygnować, nie zalezy nam. Ale najgorzej, gdy nie ma możliwości rezygnacji. Teoretycznie…zawsze istnieje taka możliwość…ale skutki jakie za sobą niesie, szanse jakich nas pozbawia. Najgorzej, gdy wiesz już, że walisz głową w mur, gdy wiesz także, że nie możesz już tego przerwać.
Dlatego niestety znowu, kolejny raz warto zacisnąć zęby, nie poddać się rezygnacji i mimo wszystko, mimo iż już nie wierzymy w sens walki i zwycięstwo, trzeba próbować. Mając nadzieję, że któregoś dnia patowa sytuacja się rozwiąże.

Moje pokolenie

Dziwne rzeczy dzieją się w Naszym Państwie. Dziwne nastroje wśród młodych ludzi, niebezpieczne środowiska zdobyły już duże poparcie. Taka moda. Od kilku lat można było zauważyć jak budowane jest ich poparcie. Ich typowy zwolennik zazwyczaj wpisywał się w jeden dość charakterystyczny model. Bardzo młody mężczyzna, który uważa siebie za patriotę, chyba bardzo mu się nudzi i nie ma na siebie pomysłu, rzuca tymi samymi hasłami co mu podobni. Ma jakby żal za to, w jakich czasach się urodził. W końcu jego dziadkowie walczyli na wojnie, rodzice walczyli z komuną. Kto nie jest z nim jest przeciwko. Lewactwo najgorsza rzecz, podatków nie powinno się płacić, służba zdrowia to tragedia, dlatego powinna być prywatna, szkoły też prywatne. Wszystko prywatne. Obserwując ich można dojść do wniosku, że każdy uważa siebie za wystarczająco przedsiębiorczego i wierzącego w to, że to on będzie właścicielem tych szpitali, uczelni, wielkich fabryk. I wszystko to przy piwie na ławce, piwie z dreszczykiem emocji…bo za rogiem czają się systemowe psy… myślą, że są „młodymi wilkami” i owe psy (gończe) robią na nich obławę. Wierzą we wszystko, co wyczytają w internecie, uwielbiają media „niezależne”. Żydzi, masoni, komuchy, lewactwo…wszyscy oni czają się na nich, bo w końcu są bardzo niebezpieczni. Teraz mogą zapisać się do wojsk obrony terytorialnej…bo wielu wcześniej do wojska nie chcieli przyjąć…ciekawe dlaczego? Broń dla wszystkich!!! Tak!!! Wystrzelajmy się nawzajem w imię Ojczyzny.
Jestem przerażona. Gdzie można doszukać się przyczyn tego zjawiska?? Często mam wrażenie, że jest to internet. Przestrzeń, w której większość ludzi czyje się bezkarna. Przestrzeń, która wchłonie wszystko…a potem bum…nagle pojawiają się groźne ideologie, odzywają nastroje, które już dawno powinny być zapomniane, których młode pokolenie nie powinno znać. Wszystko to zbudowane w oparciu na strachu i roszczeniowej postawie wielu ludzi. Przecież można wszystko? Nie, można wiele, tylko trzeba włożyć trochę pracy. Postarać się, a nie zwalać winę za wszystkie swoje niepowodzenia na innych. Zabrać się za siebie i może lepiej za wzór wziąć bohaterów pozytywistycznych a niech tych, którzy nie mieli do zrobienia w życiu nic ciekawszego niż umieranie na barykadach.

Profesjonalizm

UUUUU !!!!!!! AAAAA!!!!!!
Ostatnio bardzo namnożyło się osób, które w związku ze swoją lekkomyślnością. Wszyscy się mylą. W sumie wszystkie te sprawy zostały rozwiązane na moją korzyść. Ale po co to w ogóle się zaczęło. Ktoś mógł sprawdzić, przeczytać uważnie…cokolwiek. W sumie aż tak wiele nerwów mnie to nie kosztował, no może z wyjątkiem sprawy przejęcie mojego konta na jednym z portali społecznościowych. Ale drugie strony, owszem, poniosły koszty.
A ja czasem mam ogromne poczucie beznadziejności. Nie mogę znaleźć odpowiedniego miejsca zatrudnienia, nie mam dobrego pomysłu na stworzenie własnego biznesu. A tu, gdzieś indziej ktoś, kto nie jest w stanie przeczytać jednego zdania ma się bardzo dobrze, ba, pewnie nawet jest szczęśliwcem mającym umowę o pracę i 26 dni urlopu, będąc ode mnie młodszym.
No wiadomo, nie użalam się. Trzeba się ogarnąć. Może kiedyś się uda… a może nie.

Uwaga!! Złodziej!!

Ktoś mi ukradł konto na jednym z portali społecznościowych. Nie mam zupełnie pomysłu dlaczego?? Mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się uzyskać odpowiedź od administracji serwisu i sprawa szybko zostanie zakończona. Ale dlaczego?? Po co? Moje prywatne konto. Założone już kilak lat temu. Konto osoby prywatnej. Bez żadnej szczególnie atrakcyjnej nazwy.
Alrauna ma się dobrze. Nikt jej nie ukradł.
Jeśli macie ochotę, zapraszam do obserwowania.

Kac Moralny

kwadrat
kwadrat

Komu się nie przytrafił, ten nie zna życia.
Ostatnio znowu poszalałam. Ale to był piękny dzień. Mimo wszystko!!! Może, a w sumie na pewno byłam bardzo męcząca dla niektórych osób… jedynie z tego powodu było mi chwilami źle na duchu. Ale z perspektywy czasu inaczej na to patrzę. Spoko. Każdy wie jak bywa. Każdy bywa w różnych rolach. Karma wróciła. W międzyczasie zostałam już wyleczona!!! A miłe wspomnienia sprzed kilku dni pozostały, a niesmak z czasem zniknie…oby.
No ale w sumie dawno nie byłam tak szczęśliwa, od wielu miesięcy nie miałam tak dobrego dnia! Więc może czasem warto…mimo iż będziemy mieli owego kaca. Mimo iż zrobimy z siebie „wariata”…cóż. Warto było…